„Tylko zapłacone kwiaty sprawiają przyjemność” (niemiecka gra słówek i liter: -„i przyjaciół”)- pisze na tablicy przy polu obsadzonym grządkami kwiatów. Jest to samoobsługowa kwiaciarnia, gdzie możemy sobie sami ściąć kwiaty i odliczoną sumę wrzucić do puszki. Na tablicy podana jest cena, a reszta jest sprawą zaufania. Widocznie się to sprawdza, bo funkcjonuje już od lat w całych Niemczech. Nie wiem, czy kiedy zebrane są pełne ramiona kwiatów (szczególnie późniejsze gladiole i słoneczniki), te również są odliczone i poprawnie zapłacone … – ale te obserwujące oczy nad skarbonką, są nowe… Ale każdy niech mówi tylko za siebie, ja płacę chętnie parę Euro za najświeższe kwiatki, jakie tylko mogą być, prosto z pola do wazonu – bo nawet rowerem potrzebuję tylko 5 minut. Dziś, w wielkanocny poniedziałek (u nas nie ma dyngusa, więc można spokojnie opuścić dom), rano o 9:30 jeszcze było cicho i pusto. Później się pole zapełni, każdy chętnie zetnie parę tulipanów na odwiedziny, na cmentarz, czy na stół.
Na razie są tylko tulipany, dalsze grządki są przygotowane na następne sezonowe kwiaty, będą astry, dalie, gladiole, słoneczniki. Żeby nie uszkodzić roślin i łodyg, nie wyrywać – leżą nożyki, ostre, ale zeszlifowane do połowy, do obierania ziemniaków w domu nie przydatne – wiec nie giną. Każdy chodzi też ostrożnie między grządkami, nie widać zdeptanych kwiatów, a żebyśmy sobie za bardzo nie zbrudzili nóg, to przejścia są (jak trzeba) wyłożone słomą.