Cztery i pół tysiąca gości (bo liczby kursują między 4 a 5 tysięcy)zabawiło się dziś na amfiteatrze w Heppenheim, gdzie RTL obchodziło 20-lecie Formuły 1 i live transmitowało wyścig w Budapeszcie. I my też tam byliśmy.
Krótko po 10 przekroczyliśmy wejście, gdzie dostaliśmy od razu niebieskie rękawice z palcem Sebastiana, żebyśmy potem machali.
Nie byliśmy pierwsi, większość dobrych miejsc siedzących już była zajęta, ale znaleźliśmy sobie jeszcze fajne.
Obiecany program miał się zacząć o 12, do tego czasu rozglądaliśmy się, obserwowaliśmy wchodzących ludzi, prace przy kamerach.
Trochę mieliśmy nadzieję, że będzie Bülent Ceylan, ale właściwie nie było żadnego programu. Tylko jeden DJ (nieznany nam, bo nie chodzimy na party z DJ) podpuszczał kilka songów i wprowadzał atmosferę – ok, była dobra.
Potem już byli Niki Lauda i Florian König, prowadzili rozmowy i pierwsze informacje. Ale jak później – tak dla TV – zostali przywiezieni autobusem klubu fanów Sebastiana z rynku do amfiteatru, to się radowaliśmy, jakbyśmy ich pierwszy raz widzieli. Bo to, co widać w telewizji, nie zawsze odpowiada rzeczywistemu przebiegowi – ciekawie jest brać udział „po drugiej stronie”
Transmisję programu oglądaliśmy na megaekranie. Fajnie było nawet siebie widzieć.
RTL pokazało wiele zdjęć z Heppenheim, starówkę, winnice – i trzeba przyznać, że miasto ładnie wygląda w telewizji, takie rozmarzone, nostalgiczne i zapraszające.
Połączenie z Sebastianem, który szykował się do startu, podekscytowało przedwyścigowy nastrój. Pozdrowiliśmy go głośnym jublem i machaliśmy pilnie do kamer niebieskimi palcami.
Wyścig oglądany w public viewing z kilku tysiącami innych kibiców, to emocjonalne przeżycie. Tak intensywnie jeszcze nigdy nie oglądałam żadnego wyścigu. Kiedy Hamilton stracił swoją pozycję, na konto Sebastiana – rozległ się wielki okrzyk radości. Nowa szansa.
No i … my oglądaliśmy wyścig bez reklamy, bo w przerwach przełączali bezpośrednio do Budapesztu. Ha!
Przyznajemy, że bardzo byśmy się cieszyli z pierwszego miejsca, ale drugie też jest OK. Byle tak dalej!!!
Heppenheim jest zadowolone.
Zaprezentowana została nam nowa kreacja kulinarna – „Vettelheimer” – to kiełbaska z grilla z Red Bullem. Czy smakuje? Nie wiemy, ale Niki Lauda jadł i był zadowolony.
A Fiestę wygrał na koniec pan z Bensheim. Ale mieszka z zadowoleniem w Heppenheim – no, to jest OK.
Tak długo, 7 godzin, chyba jeszcze nigdy nie byliśmy w amfiteatrze, ale czas minął szybko. I chociaz nie było programu, jaki oczekiwaliśmy po obiecywanej „niespodziance”, to żadna minuta nie była nudna.










