Karnawał zawitał na Bergstrasse. W piątek byliśmy 20 km od Heppenheim na tzw. posiedzeniu karnawałowym. Nasza grupa – 20 osób – miała dla rozpoznania w tłumie kolorowe krasnoludkowe czapki. Po wspólnej kolacji, przeszliśmy do sali imprezowej. Na dole wesoła publiczność przebierańców, na scenie balety, tańce, śpiewanki, skecze i rymowane przemówienia na tematy aktualne i lokalne. Litrami lały się …woda i piwo bezalkoholowe, bo wiele osób było samochodami, a wiele innych nie potrzebuje alkoholu do zabawy. I było też wesoło. I to jak! Odchodziliśmy przed północą, w takcie poloneza wijącego się między stołami, ale to nie był koniec zabawy – po polonezie zaproszono na „trzecią polowę”- Acha… teraz jeszcze jeden i drugi coś dopije.
W niedzielę 10.02.2013 był u nas uliczny korowód. Pogoda była piękna (szczególnie, że ostatnio śnieg nas zasypał, ale na czas znikł), niebieskie niebo, słońce, zero stopni. Miasto oczekiwało 100 000 ludzi – i na pewno się nie zawiodło. Przy takiej pogodzie zjeżdżają się widzowie z całej okolicy.
Ruszyliśmy w uliczną zabawę przebrani w nasze autentyczne arabskie stroje – trzeba patrzeć, jakby się przebrać, a jednak mieć miejsce na cieple ciuchy. W końcu stoi się kilka godzin na ulicy. No i podryguje do muzyki każdego przejeżdżającego wozu i grupy. A każdy ma inną muzykę… Prawie sto różnych grup, pieszych i pojazdów, brało udział w pochodzie. Większość lokalnie z Heppenheim, ale i z innych okolicznych miast.
Z wozów są rzucane smakołyki, batony, popcorn. No, a że my przy samym korytku – fabryka lodów Langnese – to tony lodów napełniły nasze brzuchy i torby. Ojej, już się nie mieściły, cztery lody zjadłam, Jurek drugie tyle. Dużo złapanych dobroci oddaje się stojącym obok dzieciom – a co tam, dobry uczynek (przecież muszą zdrowo rosnąć, żeby pracować na nasze emerytury).
Na koniec pochodu, jako ostatni, przejeżdża samochód zmiatający śmieci – a tego jest duuuuuzo! Tak to już jest, że kiedy wszystko jest kupowane z zawartością, to nikt się nie denerwuje, ale jak potem śmieci leżą, to jest wielkie marudzenie. Są to imprezy, kiedy rzeczywiście każdy papier, kubek, butelka lądują na ziemi pod nogami. Ale kilka godzin później już jest czysto. I świat jest znów piękny, a ludzie zadowoleni.
Miłym gestem było podanie przez kilka osób złapanych lodów panom sprzątaczom przez okno do samochodu. Ucieszyli się. Wykazano im w ten prosty sposób uznanie i podziękowanie. W końcu sprzątali nasze smieci.
Wiec do następnego roku. A kto chce, może jeszcze do środy fajrowac. HELAU!













