Bülent Ceylan – w Heppenheim znany również jako Boxenluder (lafirynda garażowa) Sebastiana Vettela – daje od wczoraj do jutra trzy występy w naszym amfiteatrze – z programem „Wilde Kreatürken” (gra słów). I robi to perfekcyjnie i wesoło, spontanicznie i samoironicznie. Żadne oko nie zostaje suche – i to nie jest sprawą aktualnego deszczu.
„Boxenluder” powstało, kiedy Sebastian przyjechał do Heppenheim, jako dwukrotny Mistrz Świata Formuły 1 i Bülent wystąpił razem z nim nieoczekiwanie dla publiczności, jako ekstra cukierek.
Bülent jest pół-Niemcem i pół-Turkiem, a do tego naszym sąsiadem, bo prosto z Mannheim (20 km od nas).
Planowane były dwa występy, wczorajszy dodano.
I my tam byliśmy! Chociaż niewiele brakowało, a nasze bilety spłynęły by razem z deszczem. Podczas kiedy media informują nas o wylewach i zalaniach w kraju, straż pożarna pompuje piwnice w Heppenheim, w amfiteatrze planuje się przyjemności pod gołym niebem.
O ranyyyy! Tak fajnie nikt nie może wystąpić, żeby nadrobić to padające mokro. Idziemy, nie zostaniemy, może jednak, ach nie… tak nam szło całe popołudnie. Dobrze, że byliśmy umówieni z przyjaciółmi, to był ten odpowiedni kop w d…
Więc zaopatrzeni w złote folie ratunkowe, peleryny rowerowe i z bundeswery, kurtki przeciwdeszczowe, buty wędrowne i grzańca w termosie (ostatnia flaszka z zimy, jak akurat na 31.maja, haha), ruszyliśmy.
Parasole były zakazane z powodu wzajemnego-wykluwania-oczu i zasłaniania-widoku (oraz kapania-na-sąsiednie-ramiona), ale nie wszyscy wzięli ten zakaz poważnie. Przy wejściu musieli napełniać dużą skrzynkę swoją kolorową własnością. Ciekawa jestem, jak później, po ciemku, ją wśród lekko 500 innych znaleźli.
Kontrola toreb… Ale Jurek z uśmiechem przemycił pod peleryną nasz termos. Ha!!! tak dobrze jeszcze chyba nigdy nam grzaniec nie smakował.
Niespodzianka… Teren przed sceną był zastawiony 2000 krzeseł. Kamienne schody do siedzenia (za nimi jest las i drzewa) były zagrodzone, z powodu przesączonego gruntu i niebezpieczeństwa spadających gałęzi. Mimo deszczu ani jedno krzesło nie zostało wolne. Tego byśmy nie myśleli. I Bülent też na pewno.
Występ? Co tu powiedzieć? Mógł być TYLKO DOBRY!!! Nic innego nie oczekiwaliśmy. I: tego programu nie zobaczysz nigdzie, bo był przycięty na nas, nasz region, zwyczaje, w dialekcie (Heppenheimu i Mannheimu) – wszystko jest artyście znane. Mógł używać swojego dialektu i każdy go zrozumiał, haha. To był występ jak w domu.
Nasza odwaga została nieoczekiwanie nagrodzona i niebo wyschło (kiedyś musi się przecież opróżnić!!). Nawet mogliśmy zdjąć ochronę przeciwdeszczową. Hurraaaa! Dzięki niebu, Bogu, Partii, Buddzie i Rewolucji Październikowej!
Na dziś i jutro życzymy następnym widzom dużo śmiechu i przynajmniej tyle suchego powietrza, ile my mieliśmy.
Posłowie:
W niedalekiej przeszłości rozważano budowę zadaszenia nad amfiteatrem. Jest to piękne miejsce, między dwoma górami (Schloßberg i Maiberg) z widokiem na zamek. Na stopniach może zająć miejsce ok 4000 ludzi. Ale na Maiberb mieszkają też ludzie z wpływem (przynajmniej finansowym) i chcą tam dalej mieszkać w spokoju. A duże imprezy są zwiazane z hałasem. No prawda… jasne, że jak 4000 ludzi schodzi na dół po koncercie, czy występie i niech każdy tylko normalnie rozmawia – to jest na pewno głośno.
Na marginesie: przy ulicy, która prowadzi do amfiteatru, kupił również Sebastian Vettel starą piękną willę „Kappeleck”, ale raczej mało kiedy będzie tam mieszkał. A przeciwko Bülentowi – swojemu kumplowi, na pewno by nic nie miał, by wypili razem piwo.
Ale, szanowni mieszkańcy Maibergu, mieszkacie tak pięknie, macie widok na dolinę Renu, aż po Hunsrück. Czy to jest naprawdę tak tragicznie, że parę razy w roku (dotąd 3-5 razy), my też chcemy coś przeżyć na Waszej górze? Kupcie sobie też bilety. Albo idźcie na kolację, tylko trochę dalej, żeby było dłużej, porozmawiajcie ze sobą. Albo zamknijcie po prostu takiego wieczoru okna.
Czasem powinno być dobro większości ważniejsze od zadowolenia kilku rodzin.







