W ramach dalszych dociekań o przeszłości rodu Nibelungów, pojechaliśmy dziś do Grasellenbach, żeby zobaczyć drugie źródło, miejsce śmierci Zygfryda.
Już od ulicy były wskazówki, potem w lesie tablice informacyjne. „Już Nibelungowie w mistycznych czasach przybywali w fascynujące lasy w okolicy Grasellenbach, żeby tu polować na dziki i niedźwiedzie”. Wrócimy jeszcze dziś do tego zdania. A tereny są rzeczywiście piękne. Szliśmy znów zasypanym liśćmi, jesiennym lasem, stosunkowo stromo pod górkę. Po drodze znaleźliśmy kilka grzybków, nie nastawiliśmy się co prawda na zbieranie, ale jesteśmy „zawsze w pogotowiu”, przecież nie możemy zostawić robakom. Dotarliśmy do uroczego miejsca, ukrytej, maleńkiej polanki. Woda pluskała cicho po kamieniach. Obok stał krzyż. Może to tu było? Trzeba przyznać, że miejsce byłoby ładniejsze do umierania niż nasze w Heppenheim.
Żeby pozostać przy temacie, zahaczyliśmy od razu o następne źródło – Lindelbrunnen, kilka kilometrów dalej.
Już przy wjeździe do lasu zobaczyliśmy samego Hagena w podstępnej akcji. Tu na pewno jesteśmy na dobrym tropie. Źródło już z daleka widoczne, chociaż drzewa były już bezlistne, to jednak mało słońca przedostało się tu do nas, wszystko było pokryte mchem. Była dziwna, tajemnicza atmosfera. Też ładne miejsce na umieranie. Z daleka usłyszeliśmy strzały. Ach, to myśliwi, których widzieliśmy przedtem zebranych przy lesie. Nagle zaszeleściły krzaki i wybiegł nam przed oczy spłoszony dzik. W momencie staliśmy cicho, jeszcze nie pojmując, czy się fascynować, czy chować, fotografować, czy szukać drzewa, na które byśmy dali radę się wdrapać. Uciekaj, ratuj swoje życie! Może to Zygfryd za tobą! Biedne zwierze, skręciło w chaszcze, może mu się tym razem udało uniknąć rożna. Zygfryd został zamordowany w czasie polowania, może to znak?
Po powrocie do domu, zakończyliśmy dzisiejszy źródlany wątek przy naszym, które ma nazwę „Źródło przy dwóch lipach”.
Dziś są nawet już trzy i w tle widok na nasze domy, ale niestety nie możemy się porównać z Grasellenbach i Lindelbrunnen, nie mamy drogowskazów, lasu, mchu, tajemnic, dzików, nawet wody. Nasze źródło jest suche, przy skrzyżowaniu – za to blisko po zakupy i u nas najwyżej koty się zejdą. Za to nasze miejsce jest właśnie jedynie prawdziwe. I jak teraz władze miejskie popracują nad nowym konceptem, to będzie też ładnie. Szanowni Państwo, może zrobicie taką wycieczkę, jak my – gwarantujemy udany dzień, to zupełnie coś innego niż siedzieć w ratuszu – i podpatrzcie trochę pomysłów u konkurencji.