Wczoraj był piękny słoneczny i mroźny dzień. Dziś słonce nie chciało się pokazać, ale jak na to, że zapowiedziany był śnieg – to nam było jeszcze dobrze i sucho. Przy ok minus 3°C wybraliśmy się z przyjaciółmi na spacer. Zawieziono nas do Hambach, to wiejska cześć miasta, ciągnąca się kilka kilometrów w Odenwald. Stamtąd wracaliśmy do domu, ponad 7km, przez las, wzgórza i winnice.
Dobrze i ciepło ubrani, nawet czapki wygrzebałam gdzieś w szafie, mogliśmy fajnie maszerować, tylko policzki nabierały coraz więcej koloru. Tą trasą jeszcze nigdy nie szliśmy, zobaczyliśmy zamek z innej perspektywy i już ustaliliśmy sobie kolejny marsz: w Hambach wysiąść, ale jeszcze dalej i iść drugą stroną doliny, przez górę zamkową.
Przechodziliśmy przez Steinkopf, winnice, którędy już szliśmy raz, szlakiem „Wein und Stein„,ale wtedy przeoczyliśmy wskazówkę do śródziemnomorskiej botaniki. Nadrobiliśmy to teraz i w zimowym nastroju wzionęliśmy trochę urlopowo-palmowej atmosfery. Winorośl już jest w wielu miejscach przycięta, żeby na następny rok ładnie rosło nowe winko. Przechodząc koło web-cam nie omieszkaliśmy znów pokiwać do internetowej kamery. To taka fajna zabawa, potem siebie szukać spośród kilkuset zdjęć i znaleźć!
Parę razy widzieliśmy sarny. Ale najpiękniejszy moment był, kiedy chciałam sfotografować perspektywę schodów i nagle podbiegły mi dwie prosto przed aparat (ostatnie zdjęcie!). Jeszcze je parę razy widzieliśmy, w te i we w te, jakby się z nami bawiły – albo chciały podenerwować psa.
Po takim marszu, zasłużyliśmy sobie na dobrą kawę i torta bez liczenia kalorii. Policzki się rozgrzały i wyglądaliśmy wszyscy jak raki. Jak szczęśliwe raki!