Dni wina

przez | 27/06/2009

Wczoraj zaczęły się tradycyjne dni wina (też 2008 „Dojrzałe wino„). Pogoda zamówiona (m.in. przez nas na Azorach!), letnia temperatura, ciepło, wszelkie sweterki okazały się niepotrzebnym balastem, tak jak się należy na imprezy uliczne.
Przez 10 dni pulsuje na starówce wieczorne życie, muzyka, tłumy ludzi przelewają się miedzy różnymi stoiskami z winem, jedzeniem, tańcami.
O 19:30 było oficjalne otwarcie, z burmistrzem, królowymi wina z Heppenheim i okolicy, fanfarami i salwą odstrzeloną między starymi murami (aż nam mózg przedmuchało…).
Miasto poczęstowało nas na początek obficie darmowym winem.
Gdzie w Heppenheim zejdą się tysiące ludzi, tam nie może brakować myśli o obecnym słynnym mieszkańcu, Sebastianie Vettelu – odpowiedni transparent był sympatycznym pomysłem.
Uliczki zaczęły się zapełniać, coraz więcej znanych twarzy, tu i tam wzajemne pozdrawianie się z bliska i z daleka. No i już się znaleźli sąsiedzi, z którymi najpierw posiedzieliśmy godzinkę i wypiliśmy pierwsze szorle (wino na pół z wodą – oszczędza siły) i zaspokoiliśmy pierwszy głód. Potem poszliśmy na rynek, gdzie byliśmy umówieni z przyjaciółmi. Sensem imprezy jest co jakiś czas się przemieścić w inny punkt, żeby nic nie przeoczyć. Jak zawsze: zobaczyć i być widzianym.
I życie byłoby takie piękne, gdyby… nie mój budzik o 5:30. O jedenastej wygrał rozsądek i ruszyliśmy w kierunku powrotnym.
Ale to nic. Przed nami jeszcze dziewięć dni.
Organizatorzy liczą na 100 000 gości, którzy się wzmocnią przy 40 punktach gastronomicznych, posłuchają i potańczą w takt 30 formacji muzycznych, które wystąpią 44 razy. 18 winiarzy wystawi 310 swoich produktów z roczników 2006,`07,`08. Poza codziennymi atrakcjami wieczornymi (od 20:00) będą też: popołudnie dla seniorów, dla których miasto organizuje również transport, oficjalna próba win, kilka koncertów grup orkiestrowych, ogródek zoologiczny dla dzieci, tradycyjna zupa fasolowa – dochód będzie na datek „Pomoc dla Afryki”, a katarynka kręci się dla bazyliańskich dzieci ulicznych.

Niestety nie wszyscy potrafią się po prostu tylko bawić. Dla niektórych alkohol – to cel i sens imprezy. Zapita głupota i złośliwość połamała w nocy wzdłuż jednej z większych ulic wszystkie lusterka parkujących samochodów. Obraz nędzy w sobotni ranek. Około 20 właścicieli ma szkodę i straty. A grupa (na pewno, bo dopiero towarzystwo swoich „dodaje odwagi”) podpitych miała radochę, bo puste alkoholowe główki wymyśliły, a pijana noga nawet trafiła w cel.
Ale uwaga, już niejednemu próżnia w głowie pozostała.