Dwanaście lat patrzymy z okna na zbocze Maiberg z rzucającym się w oczy okrągłym domem i dalej nad nim na maszt wystający w niebo ponad drzewami lasu. Ciągle chciałam tam raz pójść.
Dziś świeciło trochę słońce i nawet śnieg leżał na wyższych terenach. Nie planowaliśmy wielkiej wędrówki, więc może to właśnie okazja, żeby zaliczyć Vordersberg. Obawiałam się, że będzie to za krótki spacer, od okrągłego domu do masztu, może 10 minut. Nie znaliśmy drogi.
Samochód odstawiliśmy w amfiteatrze – komu ma przeszkadzać? Na razie nie ma występów.
I ruszyliśmy ponad ulicą Siegfriedstrasse (w kierunku Kirschhausen) w zaśnieżony las.
Droga była dużo dłuższa niż myśleliśmy, bo nie natrafiliśmy na bezpośredni szlak, tylko obeszliśmy cała górę naokoło, włącznie z widokiem na Erbach (za górą). Szliśmy i szliśmy, patrzeliśmy po okolicy, szliśmy, robiliśmy zdjęcia, szliśmy, spotkaliśmy innych spacerowiczów, szliśmy, słuchaliśmy ostrzegających głosów ptaka, szliśmy…
Po drodze zobaczyliśmy koboldy za kratkami, zakochane drzewa i ślady Yeti z Odenwaldu.
Zamek ukazał nam się z nowej perspektywy.
No i wreszcie dotarliśmy do wypatrzonego masztu. Nic pięknego, po prostu stacja przekaźnikowa, jak na całym świecie. Ale teraz będziemy patrzeć z okna i będziemy wiedzieli, jak tu jest.
Drogę powrotną przeszliśmy inną trasą. Nawet skróciliśmy na dziko przez łąkę i winnice, z widokiem na miasto „tak blisko, a jednak tak daleko”. Przeszliśmy koło okrągłego domu.
I znów byliśmy na Maiberg – zbocze z pięknymi domami i willami. No… niestety, nic dla nas, ani dla was… Ale popatrzeć można… Teren jest tak skośny, że po spadzistej stronie do niektórych domów wchodzi się przez poddasze, żeby w środku zejść dwa piętra w dół.
No i przeszliśmy trasę, w odwrotnym kierunku, zamiast w 10 minut – w dwie godziny! Ale co tu innego robić w piękny niedzielny dzień?
Trasa jest bardzo ładna, następnym razem przejdziemy ją kiedyś z przyjaciółmi.