Omijając Heppenheim

przez | 27/03/2009

W quizie telewizyjnym „Kto zostanie milionerem” (Wer wird Millionär) padło dziś pytanie: „Jakie nazwy dostają samoloty Lufthansy – ptaki? miasta? osobistości? ciała niebieskie?”
Odpowiedź wiedzieliśmy, bo jest samolot Lufthansy „Heppenheim”.
W 2004 oddany został nasz nowo odrestaurowany dworzec kolejowy. Na oficjalnej uroczystości został wtedy również ochrzczony superszybki pociąg ICE „Heppenheim”. Stał przed nami, nowiutki, można go było dotknąć, do niego wejść. Był to jedyny raz, kiedy się tu zatrzymał i nigdy już nie wróci. Dużo się podśmiewaliśmy w mieście z tego wielkiego wydarzenia. Co nam po ICE „Heppenheim”, jak nie mamy tu linii? No i nigdy nie będziemy mieli?
Pan burmistrz powiedział jednak celnie w swojej przemowie: „Samolot 'Heppenheim’ też przecież nie wyląduje u nas”.
OK, prawidłowe słowo w odpowiednim momencie.
Na razie musimy się więc zadowolić patrzeniem w niebo, może kiedyś leci nad nami jakiś „Heppenheim” (nie mylić z asteroidem!) i może raz jadąc autostradą minie nas z delikatnym szumem znamy nam (osobiście) ICE i pozostawi po sobie tylko kłębki kurzu.
A kto chce, może zawsze zajrzeć do muzeum straży pożarnej Rudolfa Kohla (na to trzeba specjalnego artykułu!).
Tam jedzie „Heppenheim” w ogrodzie.