Wyścigi Formuły 1 mają wielu zapalonych zwolenników. W niedziele mogli oni oglądać zawody, które do ostatnich sekund były pełne napięcia i niespodzianek. Ja nie należę do tego grona i właściwie nigdy tego sportu nie oglądam, a wczoraj musiałam nawet pracować. Ale w Heppenheim rośnie zainteresowanie i nawet tacy jak ja, łapią tu i tam informacje o wyścigach i zerkają do części sportowej gazety. Bo każdy zna tu nazwisko Sebastian Vettel, 21 lat.
Po wielu innych udanych jazdach, zajął pierwsze miejsce w Grand Prix Włoch (Monza), najmłodszy w historii zwycięzca F1 i teraz zakończył sezon mając 35 punktów, jako ósmy na świecie. Czy się ten sport lubi czy nie, to jednak ucho wyłapie zawsze „Sebastian Vettel” i trzeba z wielkim respektem przyznać, że to ogromne osiągnięcie i najlepsza żywa reklama dla naszego miasta!
To lokalny patriotyzm i duma. Przecież ten chłopak jest z Heppenheim! Można opowiadać znajomym np: zrobił maturę w tej samej szkole, co ja (co nie sztuka, bo mamy tylko jedno gimnazjum), mieszkam dwie ulice dalej od jego domu, jego ojciec zrobił mi w swojej stolarni drzwi, w mojej piekarni mama kupuje bułki, wczoraj siostra stała przede mną do kasy w Supermarkecie, widziałam jak kupowała „Bild” ( albo podkoszulkę?). Albo najlepsze: Sebastian był wczoraj w Heppenheim! To wszystko nie jest wielkim cudem, bo miasto jest małe i bardzo przejrzyste. Sebastian mieszka teraz w Szwajcarii i świat jest jego sceną. Ale zawsze zostanie informacja o nim, że pochodzi z Heppenheim.